Dzisiaj rzecz o barku, który po odnowieniu miał służyć jako pomocnik w gabinecie. Chciałam uzyskać mebelek nie rzucający się w oczy, białe blaty i ogólne wrażenie szpitalnej sterylności. Wyszło zupełnie inaczej, ale przeznaczenie na razie pozostało...
...do czasu odnowienia metalowego stelażu.
Jakiś czas temu kupiłam za grosze sfatygowany barek. Uwielbiam barki i mobilne mebelki.
Takie zwyczajne i zniszczone rzeczy są świetną bazą do nauki technik odnawiania i eksperymentów. Gorzej już nie mógł przecież wyglądać.
Odkręciłam blaty i zabrałam się za malowanie eksperymentalną mieszanką farb.
Efekt bieli nie był zachwycający, bo zwykła płyta meblowa przedzierała się strukturą spod kilku warstw farby.
Na dodatek na drugi dzień pojawiły się żółte plamy na farbie, których wcześniej nie było widać.
Nie zależało mi tak bardzo na białym barku, więc do farby domieszałam pigmentu
i skorzystałam z kryjących właściwości serwetek
Serwetki kleiłam na lakier wodny, szybko i sprawnie. Do osób cierpliwych nie należę i lubię uczyć się na własnych błędach. Takie lekcje zapamiętuje się dużo lepiej i zawsze można odkryć coś nowego
W tak zwanym międzyczasie poeksperymentowałam z pudełkiem, które miałam pod ręką, a rozmiarem pasowało do barku.
Musiałam położyć kilka warstw białej farby akrylowej, żeby wzmocnić strukturę pudełka i uzyskać chociaż częściowy efekt zmywalnej powłoki
I tak oto dzisiaj wygląda mój barek, który nie miał być wcale romantyczny
Na razie czekam z odnowieniem stelaża. Myślę nad czarnym matem lub antycznym złotem, oczywiście w sprayu, bo z pędzlem nie zamierzam się męczyć.
A w gabinecie i tak stanął, choć nie do końca się tu dobrze czuje. Taki "tymczasik".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz