Taka szafka PRL, z odzysku, bo ktoś wyrzucił. Lubię starocie i to takie, z którymi nie trzeba obchodzić się delikatnie. Trochę eksperymentów z farbą, woskiem, lakierem i z końcowego efektu jestem bardzo zadowolona.
Pomalowałam szafkę dwa razy szarą lateksową farbą, troszkę przyciemniłam gdzieniegdzie czarnym pigmentem, wzmocniłam białym woskiem i.... polakierowałam wodnym lakierem. Tak, tak... polakierowałam woskowaną powierzchnię. Efekt? Jak dla mnie więcej niż zadowalający.
Najbardziej podoba mi się efekt widocznej struktury drewna. Co prawda, gdybym była perfekcjonistką uzupełniłabym przed malowaniem ubytki na krawędziach mebelka... ale nie jestem. Dla mnie takie znaki czasu sprawiają, że meble mają duszę.